Steve Kuberczyk-Stein, Miłość, która nie ma prawa się spełnić, "NHA – Hessische Allgemeine Zeitung", 16 maja 2011:

"Dwa imiona-jeden symbol. Symbol miłości, która nie ma prawa się spełnić, bo ksenofobia, zasady społeczności i skostniała religia chcą zabronić jej racji istnienia. BTT, założone w 2010 przez polską tancerkę baletową i choreografa Izadorę Weiss, w swojej świetnej inscenizacji tragedii miłosnej Wiliama Szekspira nawiązuje do współczesności. Historia rozgrywa się w dzisiejszym Bagdadzie. Julia żyje tam jako młoda surowo chroniona kobieta. Na wstępie obraz niczym z wiadomości telewizyjnych: na ekranie projekcyjnym pojawia się krajobraz pustynny. Słońce pali. Dywan z piasku płonie żółto-złoto. Nadlatuje helikopter wojenny.
(...) Zakończenie jest znane. Opowiedzieć należy o przejmującej sile i nastroju spektaklu, o niewiarygodnie dobrych tancerzach i choreografii Izadory Weiss. O muzyce, którą sama wyszukała: kompozycje od Prokofiewa po Lisę Gerrard, od Beethovena aż po Santaolallę. Wśród wielu z nich wybrzmiewała hiszpańska gitara.
Obrazy, które poruszają: załamanie Julii po tym jak Romeo zabił jej brata. Na ekranie za nią rozpada się napis spisany literami jej kultury".

Ian Palmer, Bałtycki Teatr Tańca. Romeo i Julia, "Ballet magazine", czerwiec 2010:

"Weiss akcję spektaklu przeniosła do powojennego Iraku (jak sama wyjaśniła, „istotne jest, by historia przemawiała do nas wszystkich dziś)". Na uwagę zasługuje również różnorodność muzyczna spektaklu. W podkładzie muzycznym użytym do pierwszego aktu, w którym rozkwita miłość Julii (młodej Irakijki) i Romea (żołnierza wojsk okupanckich) słychać wpływy arabskie. Muzyka ta jest odkrywana przez liryczną, delikatną i płynną choreografię (szczególnie urzekający jest początkowy duet kochanków), i przypominała mi trochę Russela Maliphanta. To taki przedlapsariański świat, który wali się dopiero na koniec pierwszego aktu, gdy Romeo zabija Tybalta. Od tej chwili dominować zaczyna muzyka zachodnia: taniec Rycerzy Prokofiewa staje się potężnym, złowieszczym tańcem ubranych w hijaby kobiet, które stają się Furiami mszczącymi śmierć Tybalta.
W drugim akcie, gdy napięcie sceniczne narasta wraz ze zbliżaniem się końca historii, Weiss sięga po Philipa Glassa (muzyka użyta również prze Paula Lightfoota i Sol Leon w ich Silent Screen) i na koniec Beethovena. Weiss wierzy, iż ci dwoje to jedyni kompozytorzy, którzy potrafią oddać tragedię końca tej historii".

Tadeusz Skutnik, Powołaniem jest miłość, "Polska. Dziennik Bałtycki", 18 maja 2009:

"W historii Opery Bałtyckiej i polskiego baletu kolejną stronę trzeba zapisać złotymi zgłoskami. Będzie ona mówiła o balecie Izadory Weiss Romeo i Julia, według Szekspira. Właściwie to teatr tańca współczesnego. Balet odgrywa w nim znaczącą rolę, ale nabiera pełni znaczenia dopiero jako element całości.
(...) Przenosi więc opowieść Szekspira z Werony gdzieś do północnego Iraku i rozgrywa pomiędzy miejscową, tradycyjnie islamską społecznością, z której wywodzi się Julia, a żołnierzami kontyngentu stabilizacyjnego; jednym z nich jest Romeo. (...) Muzyka [jest] bardzo skrupulatnie wybrana i skorelowana z charakterem tego, co widzimy na scenie. A widzimy bardzo różne obrazy: zabawy lub grozy, radości lub nieszczęścia i musi im towarzyszyć odpowiednia ścieżka dźwiękowa, bo dla Izadory Weiss muzyka i ruch jest jak oddychanie, jak jedno ciało. Słyszymy więc melanż złożony z utworów m.in. Lisy Gerrard, Philipa Glassa, Gustavo Santaolalli, ale także Pawanę Sergiusza Prokofiewa, w której Weiss dostrzegła siłę fatalną i wykorzystała w otwierającej drugi akt scenie zakwefionego sądu nad nagą Julią.
(...) Scenografia określona jako multimedialna, jest kompozycją obrazów stałych, animowanych i ruchomych, rzutowanych na ekrany, biorących aktywny udział w opowiadaniu, dopowiadaniu, a nawet przepowiadaniu akcji. Tam, gdzie rozgrywa się ona w środowisku islamskim, na ekran wypływa pismo arabskie; gdzie załamuje się tradycja - pismo osypuje się gwałtownie jak zgrzybiały tynk; gdzie uczucie łamie bariery kulturowo-wyznaniowe - pismo zamienia się powoli w obraz natury. Dwie, zupełnie genialne sceny: gdy po śmierci Tybalta i Merkucja na ekran spada zasłona, a wszystko rozgrywa się jak w filmie puszczonym w zwolnionym tempie; po lamencie Julii nad ciałem brata Tybalta nawet kurtyna spada wolniutko. I druga, nazwana fatalnym rozminięciem Niani i Romea, z przenikaniem ich przez ekran…
Widzę w tym nie tylko wielką pomysłowość scenarzystów - Radosława Moenerta i Pawła Nurkowskiego - ale też żelazną dyscyplinę artystyczną i choreograficzną twórczyni widowiska. Choreografia Romea i Julii opiera się na podstawowym słowniku, mówi czytelnym, wyrazistym językiem Izadory Weiss (…) Przedstawienie jest spójne, wzruszające w czysto ludzkim wymiarze, wzywające do opamiętania w wymiarze ponadludzkim - kulturowym i religijnym".

Barbara Badyra, Dlaczego wciąż umiera Romeo i Julia?, www.polskalokalna.pl, 21 maja 2009:

"(...) Gdyby nie parę drobiazgów to o tej inscenizacji można by powiedzieć: doskonała. Przez większość spektaklu to, co dzieje się na scenie, przykuwa uwagę widza, a czas mija niepostrzeżenie. A i zdarzają się momenty, gdy piękno, którego propagatorką jest choreografka, zachwyca. I nie są to tylko sceny z udziałem solistów, ale również z pozoru zwyczajne i proste sceny zbiorowe. Jednakże – jak zwykle dla autorki – przemyślane i dopełnione perfekcyjną projekcją multimedialną, kostiumami i muzyką potrafią oczarować.
Izadora Weiss wykorzystuje w swoim spektaklu różnorodną muzykę – Karl Friedrich Abel, Sergiusz Prokofiew, Lisa Gerrard, Philip Glass, Gustavo Santaolalla, Silvius Leopold Weiss, Ludwig van Beethoven – i tworzy collage świadczący o jej wrażliwości i wyczuciu subtelności muzycznych. W przedstawieniu autorka wyszła poza ramy historii o nieszczęśliwej miłości. To przede wszystkim opowieść o prawach jednostki do wolności. (…) W tej opowieści zaskakujący jest Duet z ojcem, bo w ich relacjach jest najpierw trwoga córki, potem miłość i czułość obojga i dopiero na końcu drobiazg – wysunięty palec wskazujący – przywołujący dziecko do bezwzględnego posłuszeństwa.
(...) Franciszka Kierc – tytułowa Julia – tańczy z wdziękiem i lekkością. Patrząc na nią ma się wrażenie, że jest tak pochłonięta odgrywaniem roli, że nie zauważa trudów tańczenia. Piękne są jej nie tylko duety z Michałem Łabusiem (Romeo), ale i z Sylwią Kowalską-Borowy (Niania), która po raz kolejny perfekcyjnie oddała sceniczną postać.
To widowisko baletów nie miałoby takiego kształtu gdyby nie pozostali twórcy: Radosław Moenert i Paweł Nurkowski (scenografia multimedialna) oraz Hanna Szymczak (kostiumy). Scenografia stanowi tło, ale i dopełnienie akcji. Jest dopowiedzeniem ruchu scenicznego jak choćby zbliżenia w Pierwszym spotkaniu czy nasilenie emocji w Gniewie rodziny, osiągniętym poprzez nakładanie się obrazów rzeczywistych i nagranych. Majstersztykiem wyobraźni twórców jest zaś Fatalne rozminięcie Niani i Romea, gdzie projekcja i ruch sceniczny przechodzą wzajemnie płynnie w siebie.
Kropkę nad i postawiła Hanna Szymczak. Jej galabije – bardziej niż w rzeczywistości – podkreślające smukłe i zgrabne sylwetki tancerzy są przewrotnie zmysłowe a wręcz seksowne. Po raz kolejny dowodząc, że bardziej intryguje i przyciąga uwagę to, co zakryte. Bez odrobiny tajemnicy są zaś wyuzdane, wręcz wulgarne stroje skąpo ubranych ulicznic. Ogólnie, zarówno w scenografii jak i kostiumach, dominuje prostota – nieobca Izadorze Weiss – a przy tym ogromna dbałość o szczegóły detal".

Barbara Kanold, Romeo i Julia 2009, "Gazeta Wyborcza Trójmiasto", 19 maja 2009:

"Do sugestywnej, ekspresyjnej muzyki trzeba było poszukać nowej formy ruchu. Było to dla choreografa wyzwaniem, Weiss spróbowała zastosować skrót i syntezę, nową wyrazistość gestu. Całość oparta jest na technikach modern, nawet słynna Pawana Prokofiewa, świetnie uwiarygodniona przez przekaz multimedialny, w takiej konwencji tańca znalazła swoje miejsce (…) Propozycja choreografki jest przekonywająca w sferze „romantycznej”, tyczącej uczuć i przeżyć, czyli przede wszystkim duety sugestywnie skomplikowane, przemawiające do każdego widza. Do najbardziej wyrazistych należą te tańczone zarówno przez głównych bohaterów, szczególnie scena finałowa, jak i duety Julii z Tybaltem, z ojcem, a przede wszystkim z Nianią."